|

Radio w sztuce i literaturze

Radio w sztuce i literaturze

Większość technologii zużywa się kulturowo szybciej, niż zdąży wejść do sztuki. Telegraf był w literaturze przez dwadzieścia lat i zniknął. Telewizja przewija się w powieściach głównie jako tło. Radio – inaczej. Radio weszło do literatury, malarstwa, filmu, teatru i poezji z taką intensywnością, że stało się samodzielnym motywem kulturowym, a nie tylko sprzętem w pokoju bohatera.

Dlaczego? Bo radio od początku było czymś więcej niż urządzeniem. Było głosem z oddali. Było obecnością kogoś, kogo nie widać. Było, używając kategorii narracyjnych, postacią – a nie rekwizytem. A postaci wchodzą do sztuki.

Ten tekst jest mapą tego zjawiska: jak radio zagościło w literaturze, malarstwie, filmie i sztukach użytkowych, i co to mówi o jego roli w XX i XXI wieku.

Słuchowisko – pierwsza sztuka stworzona dla radia

Zanim radio trafiło do cudzej sztuki, stworzyło swoją własną. Słuchowisko – dramat pisany wyłącznie dla ucha – narodziło się w latach 20. XX wieku, praktycznie równolegle z upowszechnieniem rozgłośni. To jedyna forma artystyczna w historii, która powstała na potrzeby konkretnego medium i poza nim nie funkcjonuje.

W Wielkiej Brytanii pionierską rolę odegrało BBC, emitujące od 1924 roku sztuki specjalnie napisane „dla głosu i dźwięku”. W Niemczech lat 20. Hörspiel szybko stał się poważną kategorią literacką – pisali dla niego czołowi autorzy epoki, w tym Bertolt Brecht i Alfred Döblin. W Polsce słuchowiska radiowe rozwijały się od końca lat 20., a po wojnie weszły do kanonu kulturowego z tak silną pozycją, że wielu pisarzy – Stanisław Grochowiak, Zbigniew Herbert, Sławomir Mrożek – pisało regularnie audycje radiowe tego typu.

Słuchowisko ma jedną właściwość, której nie ma ani teatr, ani film: jest budowane wyłącznie z głosu, muzyki, ciszy i efektu akustycznego. Żadnej scenografii, żadnego kostiumu, żadnej twarzy. To maksymalnie zminimalizowana forma dramatu – i paradoksalnie dlatego tak wymagająca artystycznie.

„Wojna światów” Orsona Wellesa – kiedy sztuka pomyliła się z rzeczywistością

Nie da się omówić obecności radia w sztuce bez wspomnienia audycji z 30 października 1938 roku. Orson Welles zaadaptował powieść H.G. Wellsa w konwencji imitującej live’owy serwis informacyjny – i przez godzinę przekonywał słuchaczy, że Marsjanie właśnie lądują w New Jersey. Skala paniki została później wyolbrzymiona przez prasę (o czym wspominaliśmy w artykule o najbardziej niezwykłych audycjach w historii radia), ale kulturowy efekt był gigantyczny.

„Wojna światów” stała się punktem odniesienia dla każdej kolejnej dyskusji o mediach, manipulacji i odpowiedzialności nadawcy. Jej echo pobrzmiewa w filmach, powieściach i teorii mediów do dziś – każde „fake news” w formie audio ma w tle tamtą audycję jako protoplastę.

Radio w literaturze – od modernizmu po współczesność

Thomas Mann, Czarodziejska góra (1924). Radio pojawia się jako symbol nowoczesności wdzierającej się do sanatoryjnego świata zatrzymanego w czasie. Mann używa go jako kontrastu – stare vs nowe, izolacja vs globalny zasięg.

Virginia Woolf w dziennikach i esejach notowała reakcję na pierwsze lata BBC – z mieszanką fascynacji i niepokoju. Dla pokolenia modernistów radio było pierwszym doświadczeniem medium „nie z tego świata” – głosu bez ciała.

George Orwell, Rok 1984 (1949). Teleekran Wielkiego Brata to technicznie hybryda telewizji i radia – ale jego funkcja propagandowa jest bezpośrednio wzorowana na radiofonii totalitarnej lat 30. i 40. Orwell sam pracował w BBC podczas wojny i wiedział, jak działa nadawanie publiczne – jego dystopia to nie spekulacja, tylko ekstrapolacja.

Ray Bradbury, Kroniki marsjańskie (1950). Głosy radiowe pojawiają się u Bradbury’ego jako echo cywilizacji, której już nie ma – ostatnie transmisje z opuszczonej Ziemi docierają do Marsa jak listy z martwego świata. Motyw, który literatura SF eksploatuje do dziś.

Witold Gombrowicz w dziennikach wspominał paryskie audycje Radia Wolna Europa i ich rolę dla emigracji polskiej. Radio w jego zapiskach jest jednym z niewielu łączników z krajem – pokazuje tę funkcję, którą dziś pełni słuchanie radia online z zagranicy.

Haruki Murakami w wielu powieściach (m.in. Norwegian Wood, Sputnik Sweetheart) używa radia jako akustycznego tła samotności. U Murakamiego radio leci w nocy, w pustym pokoju – i pełni funkcję drugiej osoby, której bohater potrzebuje, ale nie ma.

Stephen King, The Mist (1980). Radio w literaturze grozy jest szczególnie ważnym rekwizytem – bo to jedyne źródło informacji z zewnątrz, kiedy świat się rozpada. King używa tej konwencji regularnie, tak samo jak Cormac McCarthy w Drodze czy Emily St. John Mandel w Station Eleven.

Don DeLillo, White Noise (1985). Powieść o radiowej i telewizyjnej narracji otaczającej rodzinę Gladneyów – radio jako nieustające tło kulturowe, które kształtuje myślenie bardziej niż rozmowy przy stole.

Radio w poezji

Poezja reagowała na radio wolniej niż proza, ale wyraźnie. Wystan Hugh Auden pisał o głosie radiowym jako o „głosie z eteru”, który ogłasza wojnę, śmierć, narodziny epok. Czesław Miłosz w kilku wierszach i esejach odwoływał się do radia londyńskiego z lat wojennych – jako do źródła nadziei w okupowanej Polsce. Zbigniew Herbert pisał dla radia słuchowiska, a motywy eteru pojawiają się w jego wierszach jako znak dystansu między tym, co się mówi, a tym, co się słyszy.

Rainer Maria Rilke nie doczekał ery rozgłośni, ale jego koncepcja „niewidzialnego głosu” – rozwijana w Sonetach do Orfeusza – została w XX wieku przeniesiona na radio przez wielu interpretatorów jako teoretyczna rama do myślenia o tym medium.

Radio w malarstwie

W sztukach wizualnych radio pojawia się rzadziej niż w literaturze, ale znacząco. Norman Rockwell na okładkach „The Saturday Evening Post” z lat 30. i 40. regularnie rysował rodziny zgromadzone wokół odbiornika – to ikoniczny obraz amerykańskiej kultury tamtej epoki. Edward Hopper w kilku pracach pokazuje samotność przy włączonym radiu – ta sama melancholia, którą później wyeksploatował Murakami w prozie.

Stuart Davis, amerykański malarz kubistyczny, namalował w 1935 roku obraz Radio Tubes – portret elektrycznego wnętrza odbiornika, potraktowanego jako przedmiot estetyczny. René Magritte używał motywu radioodbiornika w kompozycjach surrealistycznych jako symbolu niewidzialnej obecności – „głosu, który jest, ale którego nie widać” – co jest właściwie wizualnym odpowiednikiem myśli McLuhana sprzed trzydziestu lat.

Radio w designie i architekturze

Wczesne odbiorniki z lat 20. i 30. XX wieku były projektowane z kolosalną dbałością o estetykę, bo stanowiły centralny punkt salonu – zajmowały miejsce, które wcześniej zajmował kominek, a później telewizor. Firmy takie jak Philips, Telefunken, RCA Victor i Polskie Zakłady Philips w Warszawie zatrudniały projektantów z czołówki europejskiej. Motywy art déco, bakelitowe obudowy, a później drewniane obudowy z polerowanego orzecha to dziś obiekty kolekcjonerskie, eksponowane w muzeach sztuki użytkowej obok lamp i mebli z tych samych epok.

Złota era wzornictwa radiowego to lata 50. i 60., szczególnie w wydaniu włoskim (Brionvega) i niemieckim (Braun pod kierownictwem Dietera Ramsa). Modele Braun SK4 „Snow White’s Coffin” albo Brionvega TS 522 to obiekty, które trafiają do kolekcji muzealnych jako przykład perfekcyjnego połączenia funkcji i formy. Dziś echo tej estetyki wraca w konstrukcjach w nurcie radio retro – współczesnych odbiornikach stylizowanych na dekady, w których radio było głównym sprzętem w domu.

Radio w filmie

Kino kochało radio. Listę kluczowych tytułów można by ciągnąć godzinami, ale kilka pozycji jest nie do pominięcia.

Woody Allen, Radio Days (1987). Być może najczulszy film o radiu, jaki kiedykolwiek nakręcono. Allen wraca do dzieciństwa lat 40. w Nowym Jorku i pokazuje, jak radio organizowało życie rodzinne, wyobraźnię dziecka i kulturę popularną całej dekady. Film jest jednocześnie listą miłosną do prezenterów, programów muzycznych i serwisów informacyjnych z epoki.

Clint Eastwood, Play Misty for Me (1971). Thriller o prezenterze radiowym prześladowanym przez natarczywą słuchaczkę – pierwsze tak wyraźne potraktowanie więzi między głosem a słuchaczem jako relacji parasocjalnej.

Oliver Stone, Talk Radio (1988). Dramat o radiowcu prowadzącym kontrowersyjną audycję talk-show, zbudowany na prawdziwej historii Alana Berga. Film pokazuje radio jako agorę – miejsce, w którym głos słuchacza ma bezpośrednią moc, ale też bezpośrednie konsekwencje.

Richard Curtis, The Boat That Rocked (2009). Komediodramat o brytyjskim radiu pirackim lat 60. nadającym ze statku na Morzu Północnym – hołd dla epoki, w której radio było aktem buntu, a nie instytucją.

Krzysztof Kieślowski używał radia w wielu filmach jako subtelnego komentarza do losów bohaterów – radio informacyjne w tle staje się u niego głosem epoki, obiektywnym narratorem, który widzi więcej niż sami bohaterowie.

Robert Altman, A Prairie Home Companion (2006). Ostatni film Altmana, zrealizowany jako hołd dla amerykańskiego słuchowiska radiowego i prowadzącego Garrisona Keillora. Film dokumentuje ostatni fikcyjny odcinek kończącego działalność programu – i jest jednocześnie elegią dla całej tradycji radiowej XX wieku.

Pełniejszy przegląd motywów radiowych w kinie znajdziesz w osobnym artykule o radiu w filmach i serialach.

Radio w muzyce popularnej

Tu lista jest gigantyczna, ale trzy pozycje nie powinny umknąć.

The Buggles, Video Killed the Radio Star (1979). Najbardziej ironiczny hymn w historii mediów – piosenka o śmierci radia, która paradoksalnie ogłoszona została w radiu i z radia zrobiła kulturowy punkt odniesienia.

Queen, Radio Ga Ga (1984). Hołd Rogera Taylora dla radia jako towarzysza dzieciństwa i młodości, napisany w momencie, gdy telewizja muzyczna wydawała się wygrywać z radiem ostatecznie. Utwór stał się jednym z najczęściej granych w historii Queen – i jednym z najczęściej cytowanych odniesień do radia w popkulturze.

Wolfsheim, Kein Zurück i cała fala songów niemieckiej sceny elektronicznej lat 90. i 2000., w których radio to motyw tła, nostalgiczny, podobnie jak u Murakamiego. Radio pojawia się tam nie jako urządzenie, ale jako nastrój.

Polska scena też zostawiła swoje ślady – od „Radio” Bogdana Olewicza w wykonaniu Budki Suflera, po niezliczone motywy eteru w tekstach Marka Grechuty i Andrzeja Poniedzielskiego. Szerzej o muzyce i radiu pisaliśmy w artykule o muzyce, która od zawsze rządzi w radiu.

Radio w teatrze

Dramaturgia XX wieku wielokrotnie wchodziła w dialog z radiem. Samuel Beckett napisał kilka dramatów specjalnie dla BBC (All That Fall, Embers, Cascando) – Beckett był mistrzem pracy z ciszą i głosem bez ciała, a radio było dla niego medium wymarzonym.

Tom Stoppard w Artist Descending a Staircase (1972) zbudował sztukę radiową na grze dźwiękowej, którą da się zrealizować tylko w radiu – nie w teatrze telewizyjnym ani filmowym.

Harold Pinter pisał słuchowiska niemal przez cały swój dorobek, traktując je jako osobną kategorię warsztatu. Dla niego radio było miejscem, w którym dialog bohaterów staje się czysty – nie konkuruje z obrazem, nie rozprasza go fizyczna obecność aktora.

Dlaczego sztuka tak pokochała radio

Kiedy zebrać wszystkie te przykłady w jedną całość, widać, że sztuka traktowała radio w trzech głównych trybach.

Radio jako towarzysz samotności. Od Hoppera po Murakamiego, od Wolfsheima po Bradbury’ego – radio w sztuce często pełni funkcję obecności zastępczej. Głos w eterze to ktoś, kogo nie ma fizycznie, ale kto wypełnia pokój.

Radio jako głos władzy lub manipulacji. Od Orwella przez Wellesa po Stone’a – sztuka regularnie wraca do tego, że radio może kłamać przekonująco, bo nie pokazuje kłamcy. Ta dwuznaczność medium fascynuje artystów od stu lat.

Radio jako pamięć epoki. Allen, Altman, Curtis, Kieślowski – u wszystkich radio pełni funkcję kulturowego znacznika czasu. Audycja w tle lokuje scenę w konkretnej dekadzie bardziej precyzyjnie niż jakikolwiek element scenografii.

Wszystkie trzy tryby łączy jedno: rozumienie, że radio nie jest neutralnym tłem, tylko pełnoprawnym bohaterem. I to odróżnia radio od niemal każdej innej technologii masowej – niewiele urządzeń zagrało tak dużo głównych ról w sztuce XX wieku.

Ciekawe jest, że dziś – w erze radia internetowego i podcastów – sztuka nie porzuciła tego motywu. Zmieniła się forma techniczna, ale metafora głosu-z-oddali jest żywa. Powieści XXI wieku, filmy współczesne, seriale streamingowe – wciąż wracają do sceny: ktoś włącza radio, z głośnika wydobywa się głos, i ten głos ma w narracji rolę, której nie da się zagrać żadnym innym rekwizytem.

Dopóki ludzie będą pisać o samotności, o pamięci, o władzy i o tęsknocie – radio będzie miało w sztuce zapewnione miejsce. Bo robi z głosem coś, czego żadna inna technologia nie potrafiła powtórzyć: zamienia go w obecność.

Podobne wpisy